Przy drutowcach najważniejsze jest jedno: nie liczyć na zwykły oprysk po liściach, bo larwy żyją w glebie i tam trzeba je dosięgnąć. W tym tekście pokazuję, kiedy sens ma zabieg doglebowy, jakie substancje i formy działania są dziś stosowane w Polsce, jak ocenić presję szkodnika oraz gdzie chemia ustępuje miejsca biologii i agrotechnice.
Najkrótsza droga do efektu prowadzi przez glebę, termin i monitorowanie
- Drutowce żerują pod ziemią, więc klasyczny zabieg nalistny zwykle nie rozwiązuje problemu.
- W praktyce najlepiej działają formy doglebowe: granulaty w bruździe, zaprawy nasienne albo biologiczne środki kierowane do gleby.
- W niektórych uprawach, zwłaszcza warzywniczych, chemiczne zwalczanie jest ograniczone albo niedostępne.
- Przed decyzją o zabiegu warto policzyć larwy w glebie, a nie działać „na oko”.
- Najlepsze rezultaty daje połączenie zabiegu z uprawą roli, zmianowaniem i dobrym ustawieniem siewu lub sadzenia.
Dlaczego drutowce są trudnym celem dla oprysku
Drutowce to larwy sprężyków, które większość życia spędzają w glebie. Uszkadzają korzenie, bulwy i siewki, więc szkoda często widać dopiero wtedy, gdy roślina już słabnie albo wypada z łanu. Z mojego punktu widzenia to właśnie dlatego oprysk na drutowce rzadko oznacza klasyczne opryskiwanie roślin z góry, tylko zabieg doglebowy, zaprawianie albo ochronę strefy siewu.
IOR-PIB podaje, że w ziemniaku próg szkodliwości dla drutowców wynosi około 11-20 larw na 1 m², a same larwy są szczególnie kłopotliwe w glebie i najaktywniejsze wiosną oraz jesienią. To ważne, bo przy takim szkodniku nie wygrywa „najmocniejszy” środek, tylko ten, który trafi w miejsce żerowania i zostanie zastosowany we właściwym momencie. Dlatego zanim wybiorę produkt, najpierw sprawdzam, czy problem rzeczywiście jest na poziomie, który uzasadnia interwencję.
Jeśli już na etapie myślenia o ochronie widać, że to szkodnik glebowy, łatwiej zrozumieć, dlaczego diagnostyka pola jest ważniejsza niż sama lista preparatów. I właśnie od niej zacząłbym planowanie zabiegu.

Jak sprawdzić presję szkodnika przed zabiegiem
Nie zaczynam od zakupów, tylko od odkrywki. W materiałach doradczych do monitoringu szkodników glebowych zaleca się jesienią albo wczesną wiosną wykonać próby glebowe z dołów o wymiarach 25 x 25 cm i głębokości 30 cm, a na 1 ha ocenić ziemię z 32 dołów rozmieszczonych w różnych punktach pola. Taki sposób daje dużo lepszy obraz sytuacji niż pojedynczy przekop przy miedzy.
| Uprawa lub sytuacja | Orientacyjny próg | Co z tego wynika |
|---|---|---|
| Ziemniak | 11-20 larw/m² | Przy takim poziomie interwencja zwykle zaczyna mieć sens ekonomiczny. |
| Burak cukrowy | 5-8 osobników/m² | W materiałach doradczych taki poziom traktuje się jako sygnał do ochrony. |
| Pole po wieloletnich użytkach zielonych, ugorach lub w pobliżu takich stanowisk | Wyższe ryzyko zasiedlenia | Tu monitoring jest szczególnie ważny, bo presja bywa nierówna i lokalna. |
Te liczby nie są magiczne i nie działają identycznie w każdej uprawie. Ja traktuję je jako punkt odniesienia, który mówi mi, czy mam przed sobą pojedyncze larwy, czy już problem wymagający planu działania przed siewem. Dopiero po takim rozpoznaniu ma sens wybór konkretnej technologii ochrony.
Jakie metody i substancje mają dziś sens
Na dziś widzę trzy praktyczne kierunki: doglebowe granulaty i zaprawy nasienne, biologiczne środki kierowane do gleby oraz nicienie entomopatogeniczne tam, gdzie chemia jest ograniczona. W metodyce integrowanej produkcji truskawek zapisano wprost, że przy pędrakach i drutowcach obecnie nie ma możliwości chemicznego zwalczania, a rozwiązaniem są nicienie entomopatogeniczne stosowane zgodnie z etykietą. To dobrze pokazuje realia: w części upraw nie ma prostego skrótu chemicznego.
| Metoda | Przykładowy agent | Jak się ją stosuje | Najważniejsze ograniczenie |
|---|---|---|---|
| Granulat doglebowy | Teflutryna | W bruździe podczas siewu lub sadzenia, zwykle z aplikatorem do granulatów. | To nie jest zabieg uniwersalny; wymaga właściwej głębokości i przykrycia glebą. |
| Zaprawianie materiału siewnego | Teflutryna | Ochrona startowa nasion, np. w buraku cukrowym i kukurydzy. | Działa tylko tam, gdzie nasiono rzeczywiście trafia w strefę ochrony. |
| Biologiczny zabieg do gleby | Beauveria bassiana | Opryskiwanie lub aplikacja zgodna z etykietą, zwykle w uprawach warzywnych i pod osłonami. | Skuteczność zależy od warunków i liczby powtórzeń; to nie jest zamiennik dla ciężkiej chemii w każdym scenariuszu. |
| Biologiczne zwalczanie w glebie | Nicienie entomopatogeniczne | Stosowane zgodnie z etykietą, tam gdzie chemiczne opcje są niedostępne. | Wymagają dobrej kondycji gleby i precyzyjnego terminu. |
W praktyce granulaty z teflutryną są dziś jednym z bardziej konkretnych rozwiązań, bo działają gazowo, kontaktowo i żołądkowo w strefie gleby. W jednym z aktualnych zezwoleń środek z tą substancją stosuje się w kukurydzy i ziemniaku w dawce 15 kg/ha, w bruzdę, tylko za pomocą aplikatora do granulatów, a etykieta wprost podkreśla konieczność łączenia ochrony z metodami agrotechnicznymi. To ważny detal: nawet dobry środek nie zrobi całej roboty sam.
Podobną logikę widać przy zaprawach nasiennych. W buraku cukrowym i kukurydzy używa się rozwiązań opartych na teflutrynie, które mają chronić roślinę od startu, zanim larwy zdążą uszkodzić młody system korzeniowy. Z kolei biologiczny preparat na bazie Beauveria bassiana ma w etykiecie zastosowanie przeciw drutowcom w wybranych uprawach i wymaga opryskiwania średniokroplistego, większej ilości cieczy i zwykle kilku zabiegów. To nie jest przypadkowa różnica techniczna, tylko dowód, że każdy z tych agentów pracuje w innym modelu ochrony.
Jeżeli miałbym ująć to najprościej, powiedziałbym tak: granulat i zaprawa to ochrona startowa, biologia to opcja bardziej zależna od warunków, a nicienie są często najlepszym wyborem tam, gdzie chemia nie jest dostępna. Następny krok to już nie wybór samego środka, ale ustawienie całego zabiegu tak, żeby nie zmarnować jego potencjału.
Jak zaplanować zabieg, żeby dotrzeć do larw
Przy drutowcach termin i technika są równie ważne jak substancja czynna. Gdy planuję ochronę, zaczynam od pytania: czy zabieg ma trafić w nasiono, w bruźdę, czy w warstwę gleby, w której larwy rzeczywiście żerują? Od odpowiedzi zależy wszystko: dawka, sprzęt i głębokość siewu.
- Najpierw ustawiam zabieg na moment siewu lub sadzenia, bo wtedy mam największą szansę ochronić strefę korzeniową.
- Sprawdzam, czy potrzebny jest aplikator do granulatów albo zaprawiarka, bo bez właściwego sprzętu nawet dobry środek działa przypadkowo.
- Pilnuję, żeby granulat lub zaprawione nasiona były przykryte glebą, bo odkryta aplikacja traci sens i zwiększa ryzyko strat.
- Nie przekraczam zalecanej liczby zabiegów w sezonie i nie dubluję tej samej grupy chemicznej bez potrzeby.
- Dobieram środek wyłącznie do uprawy z etykiety, bo rozwiązanie dobre dla ziemniaka nie musi być dopuszczone w marchwi czy cebuli.
W jednym z oficjalnych zezwoleń dla zaprawy nasiennej z teflutryną podano nawet minimalną głębokość siewu 2 cm dla kukurydzy i 2,5 cm dla buraka. To pokazuje, jak mocno skuteczność zależy od techniki wykonania. Jeśli nasiono jest za płytko, strefa ochrony się rozjeżdża; jeśli za głęboko, roślina może startować słabiej. Tego nie da się nadrobić później kolejnym zabiegiem.
W 2026 pilnuję też dokumentacji zabiegu, bo od 1 stycznia obowiązują zmienione zasady ewidencji. To nie jest detal biurokratyczny, tylko część profesjonalnego podejścia do ochrony roślin. Gdy zabieg jest dobrze zaplanowany, łatwiej też ocenić, co naprawdę działa, a co było tylko drogim eksperymentem.
Najczęstsze błędy, które obniżają skuteczność
Najbardziej kosztowny błąd widzę wtedy, gdy ktoś próbuje potraktować drutowce jak szkodnika nalistnego. Larwy są w glebie, więc oprysk wykonany „na zielone” często nie daje realnego efektu. Drugi błąd to działanie po fakcie, kiedy roślina już jest uszkodzona, a poprawa ma charakter wyłącznie częściowy.
- Wykonywanie oprysku nalistnego zamiast zabiegu doglebowego.
- Brak monitoringu i decyzja podjęta bez odkrywek glebowych.
- Stosowanie środka w uprawie, której nie ma w etykiecie.
- Powtarzanie tej samej grupy chemicznej sezon po sezonie.
- Ignorowanie stanowisk wysokiego ryzyka, takich jak pola po łąkach, pastwiskach, ugorach lub z dużą presją szkodników glebowych.
- Niedopasowanie zabiegu biologicznego do warunków wilgotności i terminu.
Z mojego doświadczenia wynika też, że wielu rolników przecenia „moc” samego preparatu, a niedocenia agrotechniki. Tymczasem kilkuletnie użytki zielone, zachwaszczenie, zbyt uproszczona uprawa roli czy brak rotacji stanowisk potrafią utrzymać problem dłużej niż jeden sezon. Dlatego skuteczność przeciw drutowcom buduje się etapami, a nie jedną decyzją zakupową. To prowadzi już prosto do ostatniej kontroli przed zabiegiem.
Co sprawdziłbym przed pierwszym zabiegiem w sezonie
Przed pierwszym zabiegiem zawsze zadaję sobie kilka bardzo praktycznych pytań. Jeśli odpowiedź na którekolwiek z nich jest niepewna, nie zaczynam od zakupu środka, tylko od weryfikacji pola i etykiety.
- Czy to na pewno drutowce, a nie inny glebowy szkodnik?
- Czy liczebność larw przekracza próg, przy którym ochrona ma sens ekonomiczny?
- Czy wybrany środek ma rejestrację dla tej konkretnej uprawy i sposobu aplikacji?
- Czy mam właściwy sprzęt do granulatów, zaprawiania albo oprysku biologicznego?
- Czy po zabiegu nadal zostanie mi plan zmianowania i ograniczania presji szkodnika na kolejne sezony?
Jeśli miałbym zostawić jedną praktyczną myśl, byłaby taka: najlepszy zabieg przeciw drutowcom to nie ten najmocniejszy, tylko ten najlepiej dopasowany do gleby, terminu i skali zagrożenia. Gdy te trzy rzeczy są poukładane, chemia albo biologia zaczynają działać znacznie pewniej, a pole przestaje być miejscem przypadkowych strat.